Krótka odpowiedź: obie części tej nazwy są prawdziwe, tylko nie pochodzą z tego samego miejsca w kalendarzu. Gody to staropolskie określenie całego okresu od Bożego Narodzenia do Trzech Króli. Szczodry wieczór to w polskich zapisach wieczór przed Trzema Królami — czyli początek stycznia, nie przesilenie. Złożenie „Szczodre Gody” i przypięcie go do nocy 21 grudnia to robota ostatnich kilkudziesięciu lat.
To nie znaczy, że nie ma o czym pisać. Zimowe zwyczaje słowiańskie mają jedno źródło starsze niż cała XIX-wieczna etnografia razem wzięta: traktat spisany około 1400 roku przez morawskiego benedyktyna, który wyliczył siedem zwyczajów wigilijnych po kolei. Zaczniemy więc od nazwy, a potem przejdziemy do tego, co rzeczywiście ktoś zapisał.
Gody — słowo, które naprawdę jest staropolskie
Aleksander Brückner w słowniku etymologicznym wywodzi god od znaczenia „czas, pora”. Polszczyzna zgubiła liczbę pojedynczą tego wyrazu i została z liczbą mnogą — gody — oraz z całą rodziną słów, których używamy do dziś, nie myśląc o pokrewieństwie: godny, godzić się, godzina.
Zygmunt Gloger w Encyklopedii staropolskiej precyzuje, o jaki czas chodziło: od Bożego Narodzenia do Trzech Króli. Wszystkie wieczory tego okresu nazywano świętymi i nie wypadało wtedy pracować — miejsce roboty zajmowały wzajemne odwiedziny, poczęstunek i śpiewanie. Gloger notuje nawet przysłowie regulujące, jak długo wolno prząść: od Godów do Nowego Roku tylko do zmroku, a od Nowego Roku do Trzech Króli — do samej wieczerzy.
Dwie rzeczy warto z tego wyjąć. Po pierwsze, Gody były okresem, nie jedną nocą. Po drugie, w źródłach polskich występują już w oprawie chrześcijańskiej — jako nazwa świąt, nie jako pamiątka po obrzędzie przesilenia. Wyraz jest dawny, jego pogańska metryka to już domysł.
Stopień pewności: samo słowo i jego zakres — dobrze poświadczone. Przedchrześcijańskie znaczenie — domysł oparty na etymologii.
Szczodry wieczór wypadał przed Trzema Królami
Tu robi się ciekawie, bo powszechne dziś umiejscowienie „szczodrego wieczoru” w przesileniu zimowym rozjeżdża się z tym, co zapisano w Polsce. U Glogera szczodry wieczór to wieczór poprzedzający Dzień Trzech Króli, a więc 5 stycznia. Tego wieczoru rozdawano upominki i pieczywo zwane szczodrakami — dzieciom, czeladzi i krewnym. Był to moment zamykający święte wieczory, nie otwierający je.
Gloger podaje przy tym wyjaśnienie samej nazwy i jest ono jawnie chrześcijańskie: Trzech Króli nazywano „szczodrym dniem” od darów, które królowie złożyli Jezusowi. Można się z tą etymologią spierać — ale trudno ją pominąć, skoro pochodzi z podstawowego polskiego kompendium staropolszczyzny.
Inaczej jest u naszych południowych sąsiadów. Czeskie Štědrý večer to do dziś wigilia Bożego Narodzenia. Współczesna nazwa „Szczodre Gody” bierze więc szczodrość z jednej tradycji, gody z drugiej i sadza całość na dacie astronomicznej, której żadne z tych źródeł nie wskazuje.
Traktat z około 1400 roku, czyli najstarszy spis zwyczajów
Jan z Holešova, benedyktyn żyjący w latach 1366–1436, napisał rzecz, której w polskim piśmiennictwie o zimowych obrzędach brakuje: uporządkowany opis tego, co ludzie faktycznie robili w wigilijny wieczór. Traktat nosi tytuł Largum sero, po czesku znany jako O sedmi štědrovečerních zvycích, i powstał najprawdopodobniej między 1397 a 1405 rokiem — jako świąteczny podarek dla znajomego proboszcza.
Siedem zwyczajów, które wylicza:
- post w ciągu dnia,
- wieczerza i jałmużna,
- wzajemne obdarowywanie się,
- białe pieczywo o charakterystycznych kształtach,
- krojenie owoców,
- chodzenie po kolędzie,
- rozścielanie słomy na podłodze.
Wartość tej listy polega na dacie. Kiedy ktoś pisze, że obdarowywanie się prezentami to wynalazek dziewiętnastowieczny albo handlowy, wystarczy wskazać punkt trzeci: około 1400 roku był to zwyczaj na tyle powszechny, że duchowny uznał za konieczne go objaśnić. To samo dotyczy kolędowania i słomy w izbie.
Dwa zastrzeżenia, bez których byłoby to nadużycie. Traktat pochodzi z Moraw, nie z ziem polskich — pokrewieństwo kulturowe jest oczywiste, tożsamość już nie. I nie jest to opis obrzędu pogańskiego: autor omawia zwyczaje chrześcijańskiej wigilii i stara się pogodzić je z nauczaniem Kościoła, choć dostrzega, że część z nich ma starsze korzenie. Jest to więc świadectwo ciągłości, a nie zapis przedchrześcijańskiego święta.
Stopień pewności: dobrze poświadczone dla Moraw około 1400 roku. Przenoszenie tego na ziemie polskie i na czasy pogańskie — interpretacja.
Podarek, który ma sześćset lat metryki
Zestawy prezentowe i pakowanie — punkt trzeci z listy sprzed wieków.
Wielki słowiański podarek
Mały słowiański podarek
Zapakowanie na dar
Kolęda była życzeniem, nie pieśnią o Betlejem
Słowo kolęda przyszło z łacińskiego calendae — nazwy pierwszych dni miesiąca, od calare, czyli wołać, obwieszczać. Znaczenie zawęziło się z czasem do pierwszego stycznia, a stamtąd pieśni i dary noworoczne przeniosły się na Boże Narodzenie.
Brückner zwraca uwagę na rzecz, która psuje wyobrażenie o kolędzie jako o pieśni religijnej od zawsze: siedemnastowieczne kolędy nie zawierały treści bożonarodzeniowych. Były to życzenia pomyślności — domowi, oborze i polu. Wątki ewangeliczne, pasterze i królowie, weszły do nich dopiero od końca XV wieku, pod wpływem franciszkanów i bernardynów.
To jeden z najlepiej udokumentowanych przykładów, jak dawna warstwa przetrwała wewnątrz nowej formy. Kolędnik chodzący po wsi z życzeniem urodzaju robi coś starszego niż tekst, który przy tym śpiewa. Podobne przesunięcia opisujemy przy okazji zmian, jakie chrześcijaństwo wprowadziło w słowiańskim kalendarzu.
Podłaźniczka, diduch i zieleń pod powałą
Choinka jest w Polsce gościem stosunkowo świeżym — przyszła z zachodu na przełomie XVIII i XIX wieku i rozpowszechniała się przez cały XIX wiek. Przed nią izbę zdobiła podłaźniczka: czubek świerku lub jodły albo wiązka gałęzi, zawieszona u powały wierzchołkiem w dół i obwieszona jabłkami, orzechami, opłatkami i papierowymi ozdobami. Na ziemiach polskich utrzymywała się do lat dwudziestych XX wieku, więc jej wyparcie przez drzewko to sprawa ostatnich stu lat, nie odległej przeszłości.
Drugim przedmiotem był diduch — pierwszy snop zżętego zboża, wstawiany do kąta izby kłosami do góry. Zwyczaj wschodniosłowiański, wiązany z okresem przesilenia, a z czasem wciągnięty do wieczerzy wigilijnej. Razem ze słomą rozścielaną na podłodze, o której pisał już Jan z Holešova, tworzy to spójny obraz: na czas świąt do izby wnoszono to, co żywe i to, co z pola.
Interpretacje bywają dalej idące — że zieleń miała zapewnić powrót wegetacji, a snop mieścił opiekuńczego ducha gospodarstwa. Brzmi to przekonująco i pojawia się w opracowaniach, ale są to odczytania, nie zapisy. Sam zwyczaj jest poświadczony, jego znaczenie odtwarzamy.
Co tu ma związek z przesileniem, a co z kalendarzem kościelnym
Przesilenie zimowe wypada 21 lub 22 grudnia i jest faktem astronomicznym, niezależnym od tego, co ktokolwiek o nim sądził. Że najkrótszy dzień w roku był dla społeczności rolniczych momentem ważnym — to założenie rozsądne. Że Słowianie obchodzili go świętem o określonej nazwie i przebiegu — tego nie zapisał nikt.
Wszystkie zwyczaje z tego tekstu znamy już w oprawie chrześcijańskiej: z traktatu duchownego, z etnografii XIX wieku, z kompendium Glogera. Nie znaczy to, że są młode — słoma, kolęda i obdarowywanie się mają metrykę sprzed sześciuset lat i najpewniej jeszcze starszą. Znaczy tylko, że między nimi a przesileniem stoi warstwa, przez którą nie widać.
Podobny problem opisaliśmy przy Dziadach: obrzęd zachowany, data przejęta z kalendarza kościelnego, a rekonstrukcja dopisana później.


